LOST
ITALIANOS
Nie jesteśmy biurem podróży, a i tak od 9 lat pomagamy Ci tworzyć Twoją bucket listę.
O tym jak podróże stały się sposobem na życie
Tym razem pogadamy sobie trochę dłużej. O tym jak dwójka farmaceutów z wykształcenia stała się, może trochę przypadkiem, influencerami podróżniczymi.
Poznaliśmy się w 2010 roku w Krakowie, gdzie obydwoje byliśmy akurat na drugim roku farmacji. Trafiliśmy do tej samej grupy na zajęciach z biochemii i tak staliśmy się "kolegą i koleżanką z roku". Zanim zaczął się nasz wspólny rozdział musiało minąć jednak jeszcze kilka lat i na pierwszą randkę poszliśmy dopiero na ostatnim roku studiów, w styczniu 2014. Co ciekawe – już na tej pierwszej randce po raz pierwszy rozmawialiśmy o wspólnych podróżach. W tamtym momencie mieliśmy po 23 lata i ja, Diana, od lat nie byłam w żadnej podróży, a Marcin jeszcze nigdy nie leciał samolotem. Po pierwszym miesiącu randkowania wyjechałam do Lizbony na zaplanowany wcześniej w ramach programu Erasmus semestr. Mieliśmy nie widzieć się przez kilka miesięcy, co wtedy wydawało się wiecznością. Życie, a raczej my sami, napisało jednak inny scenariusz i Marcin przyleciał do Portugalii, gdzie spędziliśmy ze sobą cały kwiecień. To była jego pierwsza podróż w życiu i początek wszystkiego.
Po powrocie zamieszkaliśmy razem, obroniliśmy prace magisterskie i zrobiliśmy staże w aptekach, tym samym kończąc studia. Zanim rozpoczęliśmy jednak pracę w zawodzie, spędziliśmy lato 2015 roku mieszkając w Andaluzji, znowu w ramach programu Erasmus Praktyki. Już wtedy czuliśmy, że wspólne odkrywanie świata to coś, co bardzo chcemy robić. Mniej więcej w tamtym okresie powstał pierwszy szkic trasy naszej wymarzonej podróży dookoła świata. W dniu, w którym przyjęto nas do naszej pierwszej pracy, obiecaliśmy sobie, że następne dwa lata poświęcimy na oszczędzanie, aby później móc się zwolnić i wyjechać na dłużej.
Następne dwa lata kręciły się wokół pracy i oszczędzania – robiliśmy wszystkie możliwe nadgodziny, a wielka mapa, którą powiesiliśmy na ścianie, przypominała nam jaki jest nasz cel. Każdy dzień urlopu wykorzystywaliśmy na budżetowe podróże po Europie, podczas których zawsze nocowaliśmy w aucie. Nie przeszkadzało nam to, najważniejsze dla nas było oglądanie i przeżywanie. W grudniu 2016 roku wyjechaliśmy pierwszy raz poza Europę z plecakiem. Chcieliśmy się sprawdzić, a na destynację wybraliśmy Sri Lankę. Tam zaręczyliśmy się i spędziliśmy magiczne dwa tygodnie upewniając się w tym, że włóczenie się po świecie to właśnie nasza droga.
Wiedzieliśmy, że nasze oszczędności wystarczą nam tylko na jedno, więc musieliśmy wybrać – wyjeżdżamy w naszą wymarzoną podróż, a po powrocie znowu oszczędzamy na wesele albo organizujemy swój ślub i, jeśli dostaniemy od bliskich prezenty, to za tę kwotę wyjedziemy w świat. Wybraliśmy drugą opcję, bo nie chcieliśmy tyle czekać i pobraliśmy się już kilka miesięcy później, w lipcu 2017 roku. Najpiękniejszy dzień naszego życia.
I tak, wszystkie "pieniądze z wesela" przeznaczyliśmy na naszą podróż poślubną dookoła świata. Jesienią 2017 roku wyjechaliśmy na prawie rok z biletem w jedną stronę. To właśnie w tamtej budżetowej podróży założyliśmy nasze konto na instagramie i stawialiśmy swoje pierwsze kroki w świecie fotografii i social mediów, ucząc się wszystkiego sami, kompletnie od zera. Plażowaliśmy na tajskich wysepkach, jedliśmy zupkę pho na plastikowych krzesełkach w Wietnamie, jeździliśmy skuterem po Bali, łapaliśmy stopa w Birmie, podziwialiśmy sztukę uliczną w Malezji i zakochaliśmy się w nowoczesności Singapuru. Spędziliśmy dwa miesiące mieszkając w małym vanie w Australii i zjechaliśmy nowozelandzką Wyspę Południową żywiąc się głównie jabłkami i chlebem tostowym z masłem orzechowym. Po raz pierwszy trafiliśmy na Hawaje, gdzie przez dwa miesiące pomagaliśmy na farmie i w ogrodzie. Na koniec zjeździliśmy jeszcze parki narodowe Kalifornii i zupełnie spłukani wróciliśmy do Polski. Ciałem. Nasze marzycielskie głowy nie wróciły już nigdy.
Po tamtej podróży wiedzieliśmy już jak chcemy żeby wyglądało nasze życie. Rozwijaliśmy swoje konto na instagramie (wtedy jeszcze wyłącznie po angielsku), jednocześnie pracując, robiąc nadgodziny, oszczędzając pieniądze i wykorzystując wszystkie dni urlopowe na podróże i tworzenie kontentu. W tamtym okresie byliśmy między innymi na Malcie i w Maroko, odwiedziliśmy Gruzję, Azerbejdżan i Armenię, a także objechaliśmy Liban, Jordanię i Cypr. Po raz pierwszy odwiedziliśmy też wspólnie Maderę. Kiedy czuliśmy, że znów oszczędziliśmy więcej pieniędzy, ponownie zwolniliśmy się z aptek i polecieliśmy do Ameryki Południowej. Plan mieliśmy ambitny, ale był to początek 2020 roku, więc naszą wielką podróż przerwała pandemia. Po autostopie w Urugwaju i wielu pięknych trekkingach w Patagonii musieliśmy wrócić do domu. Kilka miesięcy przepracowaliśmy w aptekach i w tym czasie zaczęliśmy zarabiać pierwsze pieniądze na współpracach na instagramie. Dlatego jesienią 2020 roku, z długami i niepewnością, na dobre zostawiliśmy etaty i założyliśmy swoją pierwszą firmę. Przeprowadziliśmy się na kilka miesięcy na Maderę i zaczęliśmy sprzedawać swoje pierwsze produkty cyfrowe – presety do zdjęć, a w kwietniu 2021 roku też przewodnik po Maderze. Oprócz tego robiliśmy sesje zdjęciowe i kolejne drobne współprace na instagramie. Zarobiliśmy swoje pierwsze duże pieniądze i to dodało nam skrzydeł. Właśnie wtedy zmieniliśmy język komunikacji na polski i już nigdy nie obejrzeliśmy się za siebie.
Minęło pięć lat, a my od tamtej pory utrzymujemy się wyłącznie z naszej działalności w sieci. Wydaliśmy kolejne przewodniki po naszych ukochanych wyspach (Hawajach i Islandii, mieszkając kilka miesięcy w każdym z tych miejsc), podręcznik po świecie fotografii po naszemu i kurs dronowania stworzony wspólnie z przyjaciółmi (Natalią i Krzyśkiem, @szatrasie). W planach na 2026 mamy jeszcze kilka fajnych projektów. Współpracujemy też z różnymi firmami realizując dla nich działania reklamowe. Dużo podróżujemy i wciąż jest to gigantyczna część naszego życia – w ostatnich latach jeździliśmy po Kolumbii, pojechaliśmy vanem do Turcji, odkrywaliśmy Sokotrę, nurkowaliśmy na Galapagos, lataliśmy awionetką nad Palau, robiliśmy safari w Namibii i RPA, uczestniczyliśmy w kolorowym festiwalu na Vanuatu, obserwowaliśmy orangutany na Borneo i goryle i szympansy w Ugandzie. A to tylko ułamek tego, czego udało nam się doświadczyć. Zakochaliśmy się też w kolejnych cudnych miejscach, przede wszystkim w Szkocji i Sycylii. Czujemy się szczęśliwi i spełnieni i cieszymy się, że postawiliśmy kiedyś wszystko na jedną kartę.
Wow, to było serio długie. Jeśli jeszcze Cię nie zanudziliśmy i jesteś ciekawy_a jak dalej rozwija się nasza historia – możesz na bieżąco podglądać nas na naszym instagramie.
DIANA.
kobieta ogień, jak coś pomyśli, to już za chwilę ma to być zrobione. W gorącej wodzie kąpana. Jeżeli chodzi o podróże, to jest to jej centrum zainteresowania. To ona planuje wyjazdy, wyszukuje najciekawsze miejsca, koordynuje cały proces twórczy i nienagannie zarządza naszym profilem na Instagramie. Diana pisze dużą część e-booków i odpowiada za ich finalny kształt, dba o korektę, edycję zdjęć i filmów, a także nadzoruje skład i marketing. Słowem – wszędzie jej pełno.
MARCIN.
Na co dzień raczej małomówny, a i również w internecie pozostaje trochę w cieniu, choć konto na IG ma. Tylko jakoś rzadko udaje mu się cokolwiek na nim publikować (a szkoda, bo jest bardzo, ale to bardzo zabawną osobą). W procesie tworzenia naszych e-booków Marcin odpowiada za wstępne spisanie wszystkich naszych myśli, a następnie zajmuje się zagadnieniami związanymi ze sprzedażą, podatkami oraz logistyką. Bez niego nie mielibyśmy platformy sprzedażowej i nie wiedzielibyśmy nic o polskim systemie podatkowym. Przede wszystkim jest też doskonałym fotografem-samoukiem i, zdaniem swojej zakochanej żony, robi najpiękniejsze zdjęcia w internecie.